wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział 1

Pewnego słonecznego dnia postanowiłam opuścić granice Rivendelll'u i udać się na łowy, było to jedno z moim ulubionych zajęć.Rankiem wstałam upotłam moje długie białe włosy w luźny warkocz i z łukiem na plecach pobiegłam do lasu poza domem.Gdy tylko tam weszłam od razu zaczęłam żyć życiem lasu.Drzewa i rośliny radowały się z mojego przybycia a zwierzęta pochowały się. Wiedziały że przyszłam polować. „ Kiedyś wyjdą ”- pomyślałam i usadowłam się na środku polany wśród traw i kwiatów. Zamknęłam oczy, odetchnęłam leśnym powietrzem i wsłychałam się w śpiew drzew.Po kilku minutach usłyszałam szelest ,a moja reakcja była natychmiastowa. Otworzyłam oczy i napięłam łuk. Rozejrzałam się. Na 100 metrów ode mnie stał zając, miał wystraszone brązowe oczka które patrzyły na mnie z przerażeniem.
-Nie bój się.-wyszeptałam.- Będzie bolało tylko przez chwilę.-wystrzeliłam strzałę która bez żadnego błędu trafiła prosto w zająca.Z lekkim uśmiechem , ale czując stratę pobiegłam po zdobycz. Kiedy nachyliłam się nad zającem zobaczyłam dwie strzały w jego małym brzuszku. „Nie tylko ja tu jestem”- pomyślałam i odwróciłam się.
-Kto tu jest?-krzyknęłam. Mój głos rozniósł się echem po lesie.
-Tylko ja,księżniczko Arianno.-usłyszałam głos należący do elfa. Wiedziałam że to elf bo wszyscy mamy bardzo podobne głosy... cichutkie a zarazem piękne. Spojrzałam na niego. Spiczaste uszy i białe włosy,chłopak. No ładnie.
-Kim jesteś?- zapytałam podejrzliwie.
-Legolas.- powiedział po czym uśmiechnął się łobuzersko.- Widzę że również strzelasz z łuku.
-Tak, to moje ulubione zajęcie.- odwzajemniłam uśmiech.- Poza tym to był mój zając.- zachichotałam.
-Oczywiście.Wszystko dla księżniczki.-powiedział po czym wziął zwierzynę i wyciągnął z niej strzały. Miał bardzo zręczne palce.Podał mi zająca a ja schowałam go do torby.
-Miło było cię poznać,Legolasie.-powiedziałam po czym spojrzałam do góry.Dochodziła pora obiadu.Ruszyłam w stronę domu kiedy dobiegł mnie znów głos chłopaka.
-Czy moge ci towarzyszyć w drodze,księżniczko?-zapytał ostrożnie.
Zastanowiłam się.
-Możesz.
Z jednej strony cieszyłam się że traktuje mnie z szacunkiem ale z drugiej denerwowało mnie to że nazywał mnie „księżniczką”. No dobra może i nią byłam ale nie lubiłam tego określenia, wolałam po prostu Ariannę.
-Ale masz przestać zwracać się do mnie „księżniczko”-wyciedziłam przez zaciśnięte zęby.- Wystarczy Arianna.
-Dobrze,Arianno.-powiedział po czym dorównał mi kroku i razem szliśmy w stronę Rivendell'u. Mojego domu.
-Twój ojciec pozwala ci na samotne wycieczki po lesie?Moze być tu pełno orków,czasy nie są bezpieczne.-zagadnął mnie Legolas.
-Zazwyczaj nie wie że wybieram się poza granice Rivendell'u, ale lubie to. Nie jestem grzeczną córeczką tatusia w odwrotnym stosunku do Arweny.
-A ona jest?
-Oh... Tak. Najgrzeczniejsza z dwóch córek, i lepsza.-westchnęłam.
Legolas nic na to nie powiedział. Przez chwilę szliśmy w milczeniu.
-Boje się tego że ogromne zastępy orków napadnął na nasz kraj i go zniszczą bo nas będzie za mało.
Elf spojrzał na mnie.
-Nie martw się.To nie nasza wojna. My tylko pomagamy.
-Mówisz jak mój ojciec.- ponownie westchnęłam.- Pomagamy, jasne. A co było 60 lat temu gdy Smog zaatakował krasnoludy? My nie pomogliśmy. I przez to jesteśmy z nimi pokłóceni.Na co to było? Mogliśmy pomóc. Tego nie zrozumiem nigdy.
-Zapytaj o to swojego tatę.
Spiorunowałam go wzrokiem.
-Myślisz że nie pytałam?-wybuchnęłam.
-Spokojnie.
-Gdy się o to pytałam odpowiadał zawsze to samo: „Nie wiem,to była decyzja Thranduila ”. A tego nigdy się nie dowiem bo ojciec jest z nim bardzo pokłócony. Nawet bardziej niż z krasnoludami .T
Ani się obejrzałam a przechodziliśmy przez bramę Rivendell'u. Nagle Legolas zatrzymał się.
-Nie mogę iść dalej.
Spojrzałam mu w oczy.
-Jak to? Tylko mi nie mów że nie jesteś ztąd.
-Arianno, jestem synem Thranduila króla eflów leśnych północnej części Mroczenej Puszczy , nazywanej Leśnym Królestwem.
Zrobiłam wielkie oczy.
-Czy spotkamy się jeszcze?- spytałam z nadzieją.
Dopiero teraz odwzajemnił moje spojrzenie, jego cudowne zielone oczy spotkały się z moimi.
-Moje serce tego pragnie,gorzej z czynami.
Westchnęłam. Ujął moją rękę i pocałował mnie w nią po czym ze swoim łobuzerskim uśmiechem odszedł a ja zostałam sparaliżowana z rumieńcem na twarzy.
To tylko ręka-skarciłam się. Ogarnęłam się i ruszyłam w stronę zamku. Poszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko cały czas myśląc o Legolasie. Nie minęło kilka chwil jak do pokoju wpadła Arwena.Usiadła na łóżku obok mnie i badawczo mi się przyjrzała.
-Gdzieś ty była?-prawie krzyczała.
-Ciszej bo ojciec usłyszy.-warknełam.- Byłam w Mrocznej Puszczy.- uśmiechnęłam się ironicznie.
-W Mrocznej Puszczy? Wiesz przecież że nie wolno nam tam chodzić!
-Może tobie. Ty się wszczystkich słuchasz. A ja nie. Dobra po co przyszłaś.?
Uśmiechnęła się uśmiechem który zwiastował tylko jedno... Aragorn.
-No nie. Kiedy przyjeżdża?
-Za tydzień.
-Ojciec ci powiedział?
-Nie. Ja to czuje w sercu, a tacie już o tym powiedziałam. Zaczyna szykować ucztę.
Roześmiałam się.
-Takie rzeczy tylko z ojcem. Nie ma to jak tydzień przed przyjazdem gości szykować ucztę.
Przez chwilę się śmiałyśmy. Jednak ja pierwsza spoważniałam.
-Jeśli Aragorn przyjeżdża to znaczy że dzieje się coś nie dobrego.- powiedziałam.
-Czy on zawsze przyjeżdża gdy się coś dzieje? Nie ! Kilka razy przyjechał mnie odwiedzić a nie poinformować ojca o dziejach w świecie.
-Arweno! To czasy … Mordoru.-wyszeptałam ledwie słyszalnie.- Czy myslisz że teraz przyjedzie cię odwiedzić?Jesteśmy zagrożone jako królewskie córki.
-Już sama nie wiem.-westchnęła przeciągle.
A ja wiedziałam.Wiedziałam że teraz będę codziennie chodzić do lasu. On tam będzie
-Zobacz co upolowałam.- uśmiechnęłam się i wyciągnęłam z torby królika. Na jego brzuchu zobaczyłam kartkę,więc szybko schowałam ją z powrotem do torby a królika wyjęłam.
-No brawo.-powiedziała Arwena i wzięła zwierzę. - Wezmę je do swojej kolekcji.
-Nie mam nic przeciwko. My i tak nie jemy mięsa.
Zasmiałam się po czym wstałam i poszłam do łazienki. Spojrzałam na siebie w odbicu lustra i lekko do siebie uśmiechnęłam. Umyłam twarz,włosy i ciało po czym starannie wytarłam. Ubrałam się w zieloną jak las zwiwnął sukienkę i rozpuściłam włosy. Wyszłam z łaźni i ruszyłam na obiad.



piątek, 25 kwietnia 2014


Siemka :D
Mam już inny blog http://foreverbelievee.blogspot.com/ na który serdecznie zapraszam ale postanowiłam założyć następnego i mam nadzieje że się spodoba :) Lubie pisać. Nie wyobrażam sobie życia bez książek i pisania. Te moje wypociny noszą nazwe "Arianna,córka Elronda" jak sie domyślacie jest to opowiadanie z Władcy Pierścieni.
Gorąco zapraszam do czytania i komentowania.

                                                                 Prolog.

Nazywam się Arianna. Nazwiskiem się nie posługuję. Jestem córką króla Elfów, Elronda, i siostrą Arweny. Żyjemy w bardzo złych czasach dla Rivendell'u, bowiem szykujemy się do wojny. Z Mordorem. Tak... Postanawia się odrodzić. Najgorsze zło jakie widział świat. Wszystko zaczęło się od dnia, w którym ojciec się o tym dowiedział. Zaczął się strasznie niepokoić i od razu zwołał armię, aby ćwiczyła swoje umiejętności. Jeśli chodzi o mnie, bardzo przejmuję się losem mojego królestwa, ale nie tak bardzo, jak tata.
Przybliżę wam moją osobę. Mam długie białe włosy, zawsze chodzę ubrana w kolorowe suknie i kocham polowania. Jestem całkiem dobra w strzelaniu z łuku. Czuję, gdy jakieś zwierze się zbliża, więc wiem gdzie celować, a dzięki pewnej ręce i doskonałemu wzroku nigdy nie chybiam. Jestem bardzo podobna do siostry mimo, iż ona ma brązowe włosy. Urodę odziedziczyła po ojcu. Ja natomiast mam urodę po mamie, która zginęła kilka lat temu w bitwie z orkami. Teraz opowiem wam moją historię.

Na razie taki mały prolog.
Mam nadzieje,że was zaciekawiłam i będziecie go odwiedzać :)