Pewnego słonecznego dnia postanowiłam opuścić
granice Rivendelll'u i udać się na łowy, było to jedno z moim
ulubionych zajęć.Rankiem wstałam upotłam moje długie białe
włosy w luźny warkocz i z łukiem na plecach pobiegłam do lasu
poza domem.Gdy tylko tam weszłam od razu zaczęłam żyć życiem
lasu.Drzewa i rośliny radowały się z mojego przybycia a zwierzęta
pochowały się. Wiedziały że przyszłam polować. „ Kiedyś
wyjdą ”- pomyślałam i usadowłam się na środku polany wśród
traw i kwiatów. Zamknęłam oczy, odetchnęłam leśnym powietrzem i
wsłychałam się w śpiew drzew.Po kilku minutach usłyszałam
szelest ,a moja reakcja była natychmiastowa. Otworzyłam oczy i
napięłam łuk. Rozejrzałam się. Na 100 metrów ode mnie stał
zając, miał wystraszone brązowe oczka które patrzyły na mnie z
przerażeniem.
-Nie bój się.-wyszeptałam.- Będzie bolało tylko
przez chwilę.-wystrzeliłam strzałę która bez żadnego błędu
trafiła prosto w zająca.Z lekkim uśmiechem , ale czując stratę pobiegłam po
zdobycz. Kiedy nachyliłam się nad zającem zobaczyłam dwie
strzały w jego małym brzuszku. „Nie tylko ja tu jestem”-
pomyślałam i odwróciłam się.
-Kto tu jest?-krzyknęłam. Mój głos rozniósł się
echem po lesie.
-Tylko ja,księżniczko Arianno.-usłyszałam głos
należący do elfa. Wiedziałam że to elf bo wszyscy mamy bardzo
podobne głosy... cichutkie a zarazem piękne. Spojrzałam na niego.
Spiczaste uszy i białe włosy,chłopak. No ładnie.
-Kim jesteś?- zapytałam podejrzliwie.
-Legolas.- powiedział po czym uśmiechnął się
łobuzersko.- Widzę że również strzelasz z łuku.
-Tak, to moje ulubione zajęcie.- odwzajemniłam
uśmiech.- Poza tym to był mój zając.- zachichotałam.
-Oczywiście.Wszystko dla księżniczki.-powiedział po
czym wziął zwierzynę i wyciągnął z niej strzały. Miał bardzo
zręczne palce.Podał mi zająca a ja schowałam go do torby.
-Miło było cię poznać,Legolasie.-powiedziałam po
czym spojrzałam do góry.Dochodziła pora obiadu.Ruszyłam w stronę
domu kiedy dobiegł mnie znów głos chłopaka.
-Czy moge ci towarzyszyć w drodze,księżniczko?-zapytał
ostrożnie.
Zastanowiłam się.
-Możesz.
Z jednej strony cieszyłam się że traktuje mnie z
szacunkiem ale z drugiej denerwowało mnie to że nazywał mnie
„księżniczką”. No dobra może i nią byłam ale nie lubiłam
tego określenia, wolałam po prostu Ariannę.
-Ale masz przestać zwracać się do mnie
„księżniczko”-wyciedziłam przez zaciśnięte zęby.-
Wystarczy Arianna.
-Dobrze,Arianno.-powiedział po czym dorównał mi kroku
i razem szliśmy w stronę Rivendell'u. Mojego domu.
-Twój ojciec pozwala ci na samotne wycieczki po
lesie?Moze być tu pełno orków,czasy nie są bezpieczne.-zagadnął
mnie Legolas.
-Zazwyczaj nie wie że wybieram się poza granice
Rivendell'u, ale lubie to. Nie jestem grzeczną córeczką tatusia w
odwrotnym stosunku do Arweny.
-A ona jest?
-Oh... Tak. Najgrzeczniejsza z dwóch córek, i
lepsza.-westchnęłam.
Legolas nic na to nie powiedział. Przez chwilę
szliśmy w milczeniu.
-Boje się tego że ogromne zastępy orków napadnął
na nasz kraj i go zniszczą bo nas będzie za mało.
Elf spojrzał na mnie.
-Nie martw się.To nie nasza wojna. My tylko pomagamy.
-Mówisz jak mój ojciec.- ponownie westchnęłam.-
Pomagamy, jasne. A co było 60 lat temu gdy Smog zaatakował
krasnoludy? My nie pomogliśmy. I przez to jesteśmy z nimi
pokłóceni.Na co to było? Mogliśmy pomóc. Tego nie zrozumiem
nigdy.
-Zapytaj o to swojego tatę.
Spiorunowałam go wzrokiem.
-Myślisz że nie pytałam?-wybuchnęłam.
-Spokojnie.
-Gdy
się o to pytałam odpowiadał zawsze to samo: „Nie wiem,to była
decyzja Thranduila
”. A tego nigdy
się nie dowiem bo ojciec jest z nim bardzo pokłócony. Nawet
bardziej niż z krasnoludami .T
Ani się obejrzałam a przechodziliśmy przez bramę
Rivendell'u. Nagle Legolas zatrzymał się.
-Nie mogę iść dalej.
Spojrzałam mu w oczy.
-Jak to? Tylko mi nie mów że nie jesteś ztąd.
-Arianno,
jestem synem Thranduila
króla
eflów leśnych północnej części Mroczenej Puszczy , nazywanej
Leśnym Królestwem.
Zrobiłam
wielkie oczy.
-Czy
spotkamy się jeszcze?- spytałam z nadzieją.
Dopiero
teraz odwzajemnił moje spojrzenie, jego cudowne zielone oczy
spotkały się z moimi.
-Moje
serce tego pragnie,gorzej z czynami.
Westchnęłam.
Ujął moją rękę i pocałował mnie w nią po czym ze swoim
łobuzerskim uśmiechem odszedł a ja zostałam sparaliżowana z
rumieńcem na twarzy.
To
tylko ręka-skarciłam się. Ogarnęłam się i ruszyłam w stronę
zamku. Poszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko cały czas
myśląc o Legolasie. Nie minęło kilka chwil jak do pokoju wpadła
Arwena.Usiadła na łóżku obok mnie i badawczo mi się przyjrzała.
-Gdzieś
ty była?-prawie krzyczała.
-Ciszej
bo ojciec usłyszy.-warknełam.- Byłam w Mrocznej Puszczy.-
uśmiechnęłam się ironicznie.
-W
Mrocznej Puszczy? Wiesz przecież że nie wolno nam tam chodzić!
-Może
tobie. Ty się wszczystkich słuchasz. A ja nie. Dobra po co
przyszłaś.?
Uśmiechnęła
się uśmiechem który zwiastował tylko jedno... Aragorn.
-No
nie. Kiedy przyjeżdża?
-Za
tydzień.
-Ojciec
ci powiedział?
-Nie.
Ja to czuje w sercu, a tacie już o tym powiedziałam. Zaczyna
szykować ucztę.
Roześmiałam
się.
-Takie
rzeczy tylko z ojcem. Nie ma to jak tydzień przed przyjazdem gości
szykować ucztę.
Przez
chwilę się śmiałyśmy. Jednak ja pierwsza spoważniałam.
-Jeśli
Aragorn przyjeżdża to znaczy że dzieje się coś nie dobrego.-
powiedziałam.
-Czy
on zawsze przyjeżdża gdy się coś dzieje? Nie ! Kilka razy
przyjechał mnie odwiedzić a nie poinformować ojca o dziejach w
świecie.
-Arweno!
To czasy … Mordoru.-wyszeptałam ledwie słyszalnie.- Czy myslisz
że teraz przyjedzie cię odwiedzić?Jesteśmy zagrożone jako
królewskie córki.
-Już
sama nie wiem.-westchnęła przeciągle.
A
ja wiedziałam.Wiedziałam że teraz będę codziennie chodzić do
lasu. On tam będzie
-Zobacz
co upolowałam.- uśmiechnęłam się i wyciągnęłam z torby
królika. Na jego brzuchu zobaczyłam kartkę,więc szybko schowałam
ją z powrotem do torby a królika wyjęłam.
-No
brawo.-powiedziała Arwena i wzięła zwierzę. - Wezmę je do
swojej kolekcji.
-Nie
mam nic przeciwko. My i tak nie jemy mięsa.

